Z Archives | Bohateron

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.

Akceptuję

1 września była wyznaczona ewakuacja żołnierzy do Śródmieścia kanałem z placu Krasińskich. Jak już mieliśmy wchodzić do kanału, to przyszedł młody oficer: «Ty, ty i ty – w tych trzech byłem też ja – zgłosicie się po dodatkową amunicję. Na ruinach Ratusza macie pozorować naszą obecność». Dla mnie to był taki moment prawie załamania, dlatego że wiedziałem, że po pierwsze, już nie pójdę do Śródmieścia, po drugie, że na pewno zginę, ale rozkaz jest rozkaz.

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK

Z porucznikiem Włodkiem poszliśmy szukać drogi na Powązki. Szło się kilkoma różnymi kanałami, najpierw kanałem, który wiódł dalej w kierunku Śródmieścia, później trzeba było rurą przejść dosłownie na czworaka, a nawet się czołgać. Wchodziło się w burzowiec, później znowu skręcało się − do dziś tę drogę pamiętam. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w pobliżu Powązek, bo tam były stanowiska, które jeszcze Żydzi, którzy uciekali w czasie powstania w getcie, wykorzystywali, mianowicie były pomosty, lampy karbidowe już wygaszone, pozostawione rzeczy.

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK

Od razu były działania nad Wisłą. Rannych trzeba było przynieść, więc pobiegłyśmy z noszami po schodkach na dół w kierunku Wisły i stamtąd niosłyśmy tego biednego chorego. Ciężar straszny, bo człowiek ranny leci przez ręce, nosze ciężkie. Działania wojenne tak szybko się posuwały naprzód, że nie można było wyjść na Rynek, tylko trzeba było chodzić między domami, więc chodziło się piwnicami.

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK

Listy mogły składać się z dwudziestu pięciu słów. Musiały być cenzurowane, było przecież wielu folksdojczów, wielu zakamuflowanych Niemców. Jeżeli jakieś słowo uważałam za niepasujące do treści, wtedy trzeba było bardzo starannie zamazać słowo, które wzbudzało wątpliwości. Trzeba było uważnie obejrzeć tę kartkę, czy na niej nie ma czegoś zaszyfrowanego. Potem, jak już uznałam, że wszystko jest w porządku, przybijałam pieczątkę: «Ocenzurowano».

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK

Dzień przed Powstaniem szliśmy z sekcją brata, bo Niemcy opuszczali koszary. Szliśmy tam po broń, żeby wydobyć amunicję. Ja byłem przewodnikiem. Wkraczamy na pierwsze piętro żandarmerii, a na ścianie wisi wielki obraz Hitlera, to złapałem szablę i zwaliłem to na ziemię. Trzeba było skrzynie z amunicją, z granatami, z innymi, co z broni było, powynosić do lasu, w różnych kierunkach. To był nasz pierwszy dzień.

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK

3 sierpnia byłem przy rozkręcaniu torów. To było też niedaleko tego miejsca, jakieś dwa kilometry. Rozkręciliśmy już jedną szynę i w tym momencie nadjeżdża pociąg od Nowego Dworu. Zauważyli nas na torach i zaczęli ostrzeliwać. No to my, ci, co nie mieli broni, co byli tylko przy tym rozkręcaniu, to dostaliśmy rozkaz wycofać się. A ci, co mieli broń, to znów stanowiska zajęli.

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK

Odbiliśmy placówki, z których Niemcy kilkanaście dni wcześniej nas wyparli. Wtedy mogliśmy zabrać zwłoki sanitariuszki, która zginęła w czasie wcześniejszego ataku Niemców i której, cofając się, nie mogliśmy wcześniej zabrać. W pamięci utkwiły mi jej długie, złote włosy.

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK

We wrześniu brałam udział w akcji Wojskowej Służby Społecznej. Trzeba było ratować niemowlęta, które się urodziły w czasie Powstania albo Powstanie je zastało w mieście. Chodziłyśmy, przeważnie w trójkę, po domach i prosiłyśmy o mleko w proszku, o odżywki, kaszkę mannę. Miałam dokument upoważniający do takiej zbiórki. Nigdy nie spotkałyśmy się z niechęcią – jeśli ludzie jeszcze coś mieli, zawsze się dzielili. Zebrane produkty były potem rozdzielane dla potrzebujących.

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK

Pamiętam poczucie wolności… Byłam przy tworzeniu Harcerskiej Poczty Polowej na ulicy Wilczej 44. Pomagałam też w kuchni polowej – przynosiliśmy żywność z magazynów na ulicy Hożej. Były jajka, kisiel w proszku…

 

Archiwum Historii Mówionej: LINK